Eksperci ocenili podręczniki. Oceniamy pracę ekspertów.

Iga Kazimierczyk

Nad czym pracowali eksperci? Czy ich uwagi są trafne? Komentujemy wyniki prac jednego z kluczowych zespołów, działających w MEiN.

We wstępie dowiadujemy się, że prace zespołu są odpowiedzią na „liczne uwagi, dotyczące kształtu podręczników”. Niestety, nie wiemy ani od kogo pochodzą te uwagi, ani także tego, co oznacza, że są liczne. Zastanawia także to, że od wprowadzenia reformy Anny Zalewskiej środowisko nauczycieli, ekspertów, naukowców i działaczy oświatowych, kanałami formalnymi, apelami formułowanymi publicznie, zwraca uwagę na istotny problem, jakim jest niedopasowanie zakresu treści podstaw programowych do siatki godzin. To hasło pojawiające się szczególnie często w ostatnim roku – „przeładowana podstawa programowa”. Tym tematem do dziś niestety nikt w niegdyś MEN obecnie w MEiN się nie zajął.

Zastanawia także określenie zakresu prac zespołu ekspertów. Z zapisów listy zadań wynika bowiem, że dla twórców raportu nie do końca zrozumiałe jest to, skąd się biorą podręczniki, jak powstają, jaki jest ich status w szkole. Wśród zadań znalazło się badanie tego, jak podręczniki kształcą kompetencje kluczowe, jak realizują założenie powrotu do spiralnego układ treści, jak w podręcznikach w praktyce wygląda zastąpienie integracji międzyprzedmiotowej (którą z niewiadomych względów z podstaw za czasów Anny Zalewskiej usunięto) korelacją międzyprzedmiotową. Zadania, jakie zespół miał zrealizować, są sensowne, powinny one jednak dotyczyć refleksji nad całą podstawą, jako systemem, a nie odnosić się jedynie do prac nad podręcznikami, które są produktami ściśle z podstawą powiązanym.

Zastanawia także to, dlaczego ten zespół w ogóle powstał. Za czasów przygotowania i wprowadzania reformy Anny Zalewskiej słyszeliśmy, że jej reforma jest doskonale przygotowana i wydyskutowana. Nasza fundacja ustaliła ponadto, że wydawcy otrzymali teksty podstaw programowych zanim te oficjalnie trafiły do konsultacji. Czy prace zespołu, który sprawdza w jaki sposób podręczniki są zbieżne z zapisami podstaw programowych nie świadczą przypadkiem o tym, że reforma Anny Zalewskiej została przygotowana niedostatecznie dobrze?

Język polski

Spójrzmy na główne wnioski zespołu oceniającego podręczniki do języka polskiego. Eksperci zwracają uwagę, że podręczniki mają rolę „utylitarną” i nie formują młodzieży pod kątem systemu wartości i zbyt mocno koncentrują się na nurcie pozytywistycznym. To drugie zostawmy, jest to bowiem wieloletni obszar sporu filologów o to, co konstytuuje polskość: romantyzm, czy pozytywizm. Zastanawia coś zupełnie innego – zwrócenie uwagi na „utylitarność”. Autorzy zdają się nie zauważać, że przy obecnie funkcjonujących podstawach programowych, które w zakresie treści szczegółowych stanowią wytyczne do przygotowania egzaminów końcowych, faktyczna praca na lekcji bywa często ograniczana do przygotowania się do egzaminu. Uczy się pod egzamin a nie do świata wartości. Aby jednak to zmienić i zgodnie z oczekiwaniem autorów, skoncentrować się na świecie wartości, konieczna jest radykalna zmiana nie tylko zakresu i treści podstaw programowych, ale także rekomendacji do ich realizowania, również zawartych w podstawach. Im mniej wymagań szczegółowych, tym więcej dyskusji i rozumienia tekstu. Tego problemu nie rozwiąże jednak lektura podręcznika i raport z niej. Autorzy zwracają uwagę, że w treści podręczników warto unaocznić spory badawcze w kwestiach doniosłych. Ten jednak postulat wymagałby także zwiększenia w szkole przestrzeni na prowadzenie sporów, badań i dyskusji – aby uczniowie rozumieli ich sens i różnicę między argumentami. To jednak wymaga ćwiczeń. Na nie po prostu nie ma w szkolnej rutynie czasu. Nie z powodu złej jakości podręczników a w wyniku funkcjonowania całego systemu, który podporządkowany jest „przerabianiu podstawy” i „przygotowaniom do egzaminów”. Spory, dyskusje, analizy oczywiście pojawiają się na lekcjach. Jak piszą autorzy „prezentystyczne podejście do kultury powinno ustąpić „fuzji horyzontów”. Trudno się nie zgodzić. Jednak jest to postulat, który powinno się formułować pod adresem autorów podstaw programowych a nie twórców podręczników.

 

Historia

W kwestii przedmiotu historia eksperci uznali, że treści podręczników są tożsame z tym, co zostało zawarte w podstawie programowej a większość z nich prezentuje wysoką jakość merytoryczną. W tym miejscu w zasadzie powinna zakończyć się ich praca. Jeśli podręcznik w prawidłowy sposób prezentuje zapisy podstawy, której treść jest równocześnie treścią rozporządzenia do ustawy, to jest to materiał przygotowany rzetelnie, zgodnie z obowiązującymi przepisami. Jednak autorzy zwracają uwagę na inne kwestie. Jedną z nich jest zarzut, że „poszczególne tematy lekcyjne zostały przedstawione w bardzo obszerny sposób”. Treść tego zarzutu zastanawia. Przecież podstawa programowa to minimum a Anna Zalewska wielokrotnie podkreślała, że nauczyciel ma prawo realizować treści wykraczające poza podstawę.  Inny zarzut to „duża ilość szczegółowych informacji stwarza problemy z selekcjonowaniem wiedzy”. Ta uwaga także zastanawia. Selekcjonowanie informacji (a nie wiedzy) jest jedną z kompetencji poznawczych. Ilość informacji nie ma tu nic do rzeczy. To, co w uwagach autorów zastanawia najbardziej, to stwierdzenie, że w podręcznikach marginalizowana jest rola kościoła katolickiego i kwesta wiary chrześcijańskiej. Wydaje się, że autorzy ekspertyzy popełniają dość prosty błąd. Jeśli podręczniki są zgodne z podstawą programową i prezentują wysoką jakość merytoryczną a ekspertom czegoś w podręcznikach brakuje, to ten brak jest raczej częścią ich prywatnej oceny, która nie powinna mieć żadnego wpływu na jakiekolwiek działania, czy decyzje MEiN. Każdy z użytkowników podręczników może mieć swoje o nich zdanie. Podręcznik nie jest jednak „zestawem obowiązkowym” i jeśli któryś z nauczycieli uważa, że powinien do swoich lekcji dołączyć jakieś treści i materiały, to w porozumieniu z dyrekcją placówki, a w przypadku wiary, światopoglądu i religii – także po konsultacjach z rodzicami – może treści lekcji uzupełnić. W gronie ekspertów oceniających podręczniki znajdują się nauczyciele. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby na własnych lekcjach mówili oni więcej o roli kościoła i chrześcijan w rozwoju państwa polskiego. Prywatny pogląd ekspertów, wyrażony jako stanowisko do prawidłowo przygotowanych podręczników o wysokiej jakości, nie powinien być w żadnym stopniu wytyczną dla ministerstwa.

WOS

Dość podobnie przedstawia się ocena podręczników z historii. Eksperci zwracają uwagę, że podręczniki są zgodne z podstawa programową, rzeczowe i poprawne pod względem merytorycznym. Autorzy zauważają także, że podręczniki prezentują wysoki poziom merytoryczny i są pomocne w procesie dydaktycznym. Wśród uwag znajdują się te, dotyczące źródeł, braku podawania autorów definicji, nieaktualności opisów partii politycznych. To co w ekspertyzie zastanawia, to zarzut dotyczący tego, że „w części podręczników można zauważyć wyraźną tendencję do przewagi ilościowej koncepcji lewicowo – liberalnych nad prawicowo – konserwatywnymi”. Niestety, autorzy nie wskazują na to o jakie treści chodzi, nie wyjaśniają co znaczy „wyraźna tendencja”. Precyzja w te materii byłaby wysoce wskazana. Znanym przecież zakłóceniem percepcji informacji jest to, że jeśli jesteśmy eksponowani na poglądy niezgodne z naszymi przekonaniami, to odczuwany wtedy dyskomfort, wynikający z kolizji z naszym światopoglądem, uznamy wtedy ten incydent za „wyraźny”. Nie wiemy zatem, na ile uwaga autorów ekspertyzy wynika z faktów a na ile z osobistej rezerwy wobec nurtu lewicowo – liberalnego. Wiedza o społeczeństwie jest tym przedmiotem, którego celem jest dostarczenie uczniom informacji na temat świata społecznego i politycznego, z założeniem, że uczniowie nie mają w głowie białej kartki a przeciwnie, na wiele kwestii mają już wyrobiony pogląd. Wydaje się więc, że powinni oni mieć w czasie lekcji WOS dostęp zarówno do treści, które autorzy opisują jako lewicowo – liberalne, jak i do tych prawicowo – konserwatywnych. Z lektury podstawy programowej do języka polskiego i historii wynika jednak, że treści prawicowo – konserwatywne są w szkole obecne. Co więcej, elementy edukacji patriotycznej, zapisane są w podstawach programowych już na etapie edukacji przedszkolnej. Trudno jest więc zrozumieć komentarz autorów, że treści prawicowo – konserwatywne są zmarginalizowane. Oceniając jeden element funkcjonowania polskiej szkoły, zawsze lepiej spojrzeć na cały obraz. W tej ekspertyzie wyraźnie tego zabrakło.