Reforma edukacji – jakie zagadnienia pomija?

Polski system oświaty od września 2017 czekają istotne zmiany. Czego w reformie zabraknie?

Reforma Anny Zalewskiej krytykowana jest przez nauczycieli, naukowców, rodziców i uczniów. Jak powinna ona przebiegać aby odpowiadać na ich potrzeby a także – pozostawać w zgodzie z wyzwaniami współczesności? Zebrałam kilka postulatów, których wprowadzenia środowiska eksperckie i pozarządowe, zajmujące się edukacją, domagają się i domagały w obecnej dyskusji o reformach edukacji.

W pierwszej kolejności – każda reforma powinna opierać się na założeniu: szkolnictwo zasługuje na traktowanie go jako dobra wspólnego, którego cele, instytucje i rozwiązania formalne, powinny być zależne od argumentacji merytorycznej a nie jedynie doraźnych interesów partyjnych. Niestety polski system oświaty jest zakładnikiem wyniku wyborczego. Edukacja zawsze w jakimś wymiarze jest polityczna, jej treści i działania kształtują młodych obywateli, ale „polityczność” nie jest równoznaczna interesem partyjnym. Do szkoły chodzą uczniowie, pracują w niej nauczyciele, pracownicy wspomagający działanie placówki – szkoła „należy” do nich wszystkich, także do rodziców.

Z tego wynika zatem kolejna kwestia – wszelkie reformy – bo nawet najlepszy system ich wymaga, świat się zmienia, inne są dzieci, inne jest dzieciństwo – powinny być przeprowadzane z uwzględnieniem potrzeb i opinii tych wszystkich uczestników systemu edukacji. To nie jedynie urzędnicy powinni decydować o tym, jak działa polska szkoła. Mamy zapisane w prawie mechanizmy konsultacji publicznych, w każdej zmianie oświatowej powinny być one wykorzystywane w pełni a nie jedynie na poziomie pozorów.

Trzeci postulat to konieczność zmiany w kształceniu i doskonaleniu nauczycieli, z czego to ostatnie wydaje się mieć dalece bardziej istotne znaczenie. Nauczyciele – ich przygotowanie wiedza i doświadczenie – są filarem każdego systemu oświaty. Banalna prawda, że dobry i spełniony zawodowo nauczyciel po prostu pracuje z uczniami bardziej efektywnie, do tej pory nie znalazła odzwierciedlenia w zapisach reform oświatowych. Czas to wreszcie zmienić.

Kolejną istotna sprawą, którą reforma Anny Zalewskiej pomija, jest edukacja przedszkolna. Oczywiście, mamy funkcjonujące przedszkola i liczba dzieci do nich uczęszczająca wzrasta, to nadal dzieci w Polsce przygodę z przedszkolem zaczynają zbyt późno. Wiele mówimy o nierównościach edukacyjnych, szukając metod i narzędzi ich wyrównywania. Jak pokazują badania, najskuteczniej na przyszłe powodzenie szkolne wpływa właśnie wczesna edukacja przedszkolna. Tego rozwiązania istotnego problemu obecna reforma niestety także nie uwzględniła.

Kwestią nieobecną w reformie, konieczną do zmiany w kolejnych etapach pracy nad poprawą polskiego systemu szkolnictwa, jest także sprawa ocen. Właściwym kierunkiem powinno być wprowadzanie oceniania wspierającego i samooceny ucznia, w miejsce oceniania cyfrowego. Ocenianie oparte na informacji zwrotnej pomaga się uczyć, a samoocena buduje poczucie własnej wartości. Ocenianie cyfrowe szereguje jedynie w rankingu i porównuje do innych. Dyskusjo o systemie oceniania przy okazji tej reformy nie mieliśmy w ogóle.

Postulatem trudnym do zrealizowania, ale wykonalnym w innych krajach (kierunek północ) jest odejście od sztywnych i detalicznych podstaw programowych na rzecz dokumentów wskazujących jedynie główne cele i najważniejsze treści, które nauczyciel ma zrealizować z uczniami. Obecne podstawy mają zbyt wiele szczegółowych zapisów i w tej formie to struktura błędnego koła. Podstawa jest szczegółowa, program nauczania także, podręcznik musi zawierać wszystko to, co w podstawie, jeśli materiału jest za dużo, to lekcje są klasyczne – pani mówi, dzieci słuchają, notują, zapamiętują, zdają i nie pamiętają. Zbyt szczegółowa podstawa utrudnia stosowanie metod aktywnych, takich które angażują ucznia i dają mu szansę na autentyczne zaangażowanie się w poznawany temat. W najnowszych podstawach programowych mamy zapisy o metodzie projektu uczniowskiego, który aby się udał, musi bazować na zainteresowaniach i aktywności ucznia. Metoda projektowa pomaga uczniom łączyć ze sobą elementy wiedzy, nauczycielom – integrować treści między przedmiotami. Wracamy jednak do punktu wyjścia – jeśli treści jest za dużo, to na swobodę nauczycieli i uczniów miejsca nie będzie.

Na koniec kwestia zasadnicza – każda reforma oświaty powinna zacząć się od zmian jej finansowaniu, ale nie takich, które przesuwają tę samą kwotę w systemie, ale tych, które realnie zwiększają nakłady na oświatę.

Iga Kazimierczyk