Dlaczego reforma edukacji nie będzie sukcesem?

Kultura szkoły, kapitał społeczny nauczycieli – to podstawy dobrej zmiany w edukacji. Niestety na próżno szukać ich w obecnej reformie.

Michael Fullan, który od lat bada reformy systemów edukacyjnych, więc zakładam, że zna się ta tym co robi, twierdzi iż kluczem do sukcesu całościowej reformy systemu jest sprawienie, by energia odbiorców zmiany: nauczycieli i uczniów stała się jej centralną siłą napędową. Cele reformy muszą być zbieżne z celami jednostek – muszą ją rozumieć i akceptować wszyscy, którzy biorą w niej udział. Istotna jest bowiem zmiana kultury systemu. Wszelkie inne zmiany są jedynie zewnętrzne i pozorne. Zmiana kultury to jednak proces obliczony na lata, zmiana systemu szkolnictwa czy egzaminów mieści się w kalendarzu wyborczym.  Fullan jest optymistą – zakłada, że decydenci zorientują się sami, że źle zaplanowane reformy nie działają. Ten optymizm trudno podzielać.

Fullan pisze też o „złych sterownikach” w zmianach edukacyjnych. Sam termin „drivers” został na polski przełożony dosłownie, bardziej odpowiednie byłoby jednak stwierdzenie „motywacje do zmian” lub „napęd”. Złe motywacje do zmian – zdaniem Fullana – mogą brzmieć obiecująco, ale nigdy nie przyniosą efektu. Popatrzmy zatem jego okiem na polską reformę edukacji, zobaczmy jak nasze zmiany mieszą się w jego czterech złych motywacjach do zmian, tych, które zamiast poprawy konserwują lub pogarszają istniejący system.

  1. Podejmowanie decyzji na podstawie testów, nagród i kar zamiast budowania potencjału.

Fullan podkreśla i używa do tego argumentów z wielu prac naukowych, że warunkiem dobrego rozwoju systemu edukacji jest inwestowanie w rozwój kapitału społecznego, opartego na zaufaniu i współpracy. Właśnie odwracamy się od tej drogi rozwoju. Kapitał społeczny gimnazjów zostanie zlikwidowany, podstawówek – całkowicie zaburzony – trafią do nich jako wicedyrektorzy kierujący likwidowanymi gimnazjami. Do tego cięcie etatów, oddziały zamiejscowe, nowe programy i podręczniki. Konia z rzędem temu, kto w takiej atmosferze będzie w stanie jako dyrektor zbudować dobrze pracujący, oparty na wzajemnym zaufaniu zespół. Nad wszystkim będą czuwać kuratorzy, już wiemy, że mogą, nauczycielki z Zabrza i strajki rodziców pokazały, że wiedzą gdzie i o co zapytać. Nauczycielom nie pomogą już organizacje pozarządowe, minister Zalewska wielokrotnie mówiła o tym, że „trzeba to uporządkować”i „edukatorów seksualnych do szkół nie wpuści”. System akredytacji niepublicznych ośrodków doskonalenia nauczycieli także może wyeliminować z otoczenia szkoły pozarządowe placówki wspomagania nauczycieli. Potencjału opartego na zaufaniu w takiej atmosferze nie zbudujemy. Osobną kwestią jest, że współpraca i zaufanie budują się w działaniu, a my naszą szkołę opieramy na wiedzy. Ken Robinson, krytyk obecnych systemów edukacyjnych, który z opowieści o edukacji robi one-man-show, od lat krytykuje przywiązane do transmisyjnego modelu w edukacji (koniecznie obejrzeć wystąpienia na Youtube).

  1. Promowanie jednostek zamiast promowania grup

Wiara w to, że przypływ podnosi wszystkie łódki obecna jest także w edukacji – od lat powielamy ten sam błąd, nagradzamy najlepszych nauczycieli wierząc w to, że ich potencjał i zaangażowanie będą promieniowały na zewnątrz. Tak się jednak nie dzieje. Skuteczniej działa wspieranie całych zespołów, stawianie na wspólne uczenie się, rozwiązywanie problemów. Aspekt rozwoju nauczycieli w ogóle w przygotowanej reformie został pominięty. Można w zasadzie zauważyć tendencję do hamowania samodzielnego rozwoju, obecną zresztą w edukacji także przed reformą – sztywne podstawy programowe, siatki godzin, procedralizacja i biurokracja. Finlandia ponad 40 lat temu postawiła na nauczycieli, my nawet nie zadaliśmy sobie pytania o ich status i odpowiedzialność za los przyszłych pokoleń. Henry Giroux twierdzi, że pedagogika powinna być deliberatywna, uwzględniać to co dzieje się w klasie i środowisku edukacyjnym, szanować to, jak żyjemy i się zachowujemy indywidualnie i w grupach. Bez współpracy w reformowaniu systemu z nauczycielami, uczniami i rodzicami nie da się spełnić takiego postulatu.

  1. Wiara w technologie

Nauka programowania i e-zasoby – to ma być odpowiedź na wszystkie problemy polskiej szkoły. Mamy już nawet stosowny spot, w którym mało zorientowana mama (skończyła szkołę przed reformą) dowiaduje się od syna (uczeń po reformie) w jaki sposób kilkoma kliknięciami myszki syn uczyni sprzątanie mamy – dzięki nauce programowania – bardziej wydajnym. Programowanie pomoże nie tylko w szkole ale i w domu, spowoduje, że edukacja będzie „na miarę XXI wieku”. Niestety, myślenie magiczne także tu nie zadziała. Nauczyciel niepewny swojego miejsca w szkole, niemający wsparcia kolegów i koleżanek, będzie uczył programowania i korzystał z nowych technologii tak samo jak z zielonej tablicy i kredy – poprowadzi klasyczny wykład, jaki zna ze swojej edukacji, jakiego nauczył się przez lata. Sam sprzęt nie jest wystarczającą motywacją do tego, żeby eksperymentować z nowymi technikami pracy. Porzucenie nawyków wymaga wyjścia ze strefy komfortu i poczucia bezpieczeństwa. O to w reformie nie zadbano. Interaktywne tablice zastąpią więc te zielone, niektóre będą się kurzyć a programowanie będzie na ocenę, jak wszystko.

  1. Fragmentaryzm zamiast holistyki

Fullan twierdzi – zmiana systemowa, powinna być właśnie systemowa, obejmować wszystkie aspekty funkcjonowania edukacji. Tego nie da się wykonać bez diagnozy problemów, postawienia hipotez, wytyczenia celów zmian. Żadnego z tych elementów nie zaobserwujemy w zaplanowanej reformie. Nie mamy ani celu, co więcej, fakt tego, że cel jedynie polityczny nie jest ukrywany (minister Maciej Kopeć przyznał to w grudniu 2016 r. w czasie spotkania z rodzicami). Dokonujemy w edukacji reform fragmentarycznych – zmieniamy strukturę i treści nie stawiając w ogóle pytania o ich cel i kierunek. Co więcej, resort w oficjalnych dokumentach towarzyszących ustawie i rozporządzeniu z treściami podstaw stwierdza, że zmiany te nie wpłyną na rynek pracy i nie będą monitorowane. Zmiany w systemie edukacji nie wpłyną na rynek pracy? Jeśli można postawić taki wniosek, to oznacza to jedynie, że zmiany zostały wprowadzone bez żadnego głębszej lub jakiejkolwiek refleksji.